Tawerna STARY PORT
Tawerna STARY PORT


WIELCE SZANOWNI RYCERZE ZAKONU STAROPORTOWCÓW!

Po rozlicznych (zawsze zwycięskich) bojach z kuflem i własną równowagą pionową nadchodzi dla Was czas krzewienia posłannictwa naszego zakonu na morzach i oceanach, a także w szuwarach Wielkich Jezior i na całkiem małych jeziorkach.

Na dowód prawdziwości swej misji otrzymujecie flagę naszego zakonu. Noście ją (pod lewym salingiem) z należytą czcią! Jeżeli wypłyniecie wprost ze "Starego Portu", to ostatnią kolejkę postawi Wam barmanka całkiem za darmo. Jeśli zaś wejdziecie po rejsie do Tawerny z workiem na ramieniu, to również godnie Was powitamy.

UWAGA!
Wasze worki żeglarskie możecie przywieźć do Tawerny np. dzień wcześniej - bezpiecznie je przechowamy. W zamian oczekujemy od Was naprawde niewiele: zostawcie informację o trasie - trasa, jacht, załoga, raz na jakiś czas podawajcie pozycję jachtu SMS-em na nr 508 277 752 w celu aktualizacji mapy, a po rejsie wystawcie co ciekawsze zdjęcia w naszej galerii.


Wyprawa na s/y Jagiellonia czyli Opalem dookoła Europy

Rejs dla ciekawych świata i morskiej przygody na s/y Jagiellonia

więcej informacji znajdziecie pod adresem:


www.wyprawa-jagiellonia.com



Majówka wokół Rugii

Rejs wokół Rugii
Termin: 25.04 - 2.05.2009 r.

Wyruszamy na żeglarską majówkę, aby spędzić miło tydzień pływając bez specjalnego planowania trasy po wodach wokół wyspy Rugia. Jacht bierzemy w Szczecinie i płynąc wewnętrznymi wodami przez Wolgast wychodzimy na Greifswalderboden. W ciągu tych kilku dni odwiedzamy Peenemunde, Greifswald, Stralsund i kilka pomniejszych porcików.
Co, gdzie zwiedzać - odsyłam do przewodników i do zamieszczonych tu zdjęć. Chciałbym tylko dodać kilka uwag natury tzw. ogólnej. Wody, o których mówię są wspaniałym akwenem, nad którym aż gęsto od zabytkowych miasteczek. Infrastruktura brzegowa - mariny nie ustępujące chorwackim - bogactwo przyrody (zwłaszcza ptactwa) i spokojne, osłonięte rozlewisko stwarzają idealne warunki do uprawiania żeglarstwa w wersji "light" np. z rodziną.
Przy dobrej prognozie można śmiało wyskoczyć na Bornholm lub do Kopenhagi.
Nie mogę zrozumieć polskich żeglarzy omijających te wody i spędzających czas na skrajnie zatłoczonych i zas...Mazurach. A władzom polskich nadbrzeżnych miejscowości sugerowałbym pojechać do Stralsundu czy Greisfwaldu na naukę, jak stworzyć przyjazny żeglarzom region i jak na tym zarabiać spore pieniądze.

Janusz Garduła

 



s/y GUSTem na Tall Ships Races 2009

 Termin: 26.06 - 25.07.2009 r

Trasa:Szczecin - Gdynia - Tallin - St. Petersburg - Hiiumaa - Visby - Hammerhavn - Swinoujście 

Po sezonie 2008 z rozważań o tym "co dalej..." zrodził się pomysł odwiedzenia St. Petersburga. Początkowo nie myśleliśmy o udziale w Tall Ships Races ze względu na barierę wieku - min. 50% załogi poniżej 25 lat - jednak dość nerwowe wycofanie się części pierwotnej załogi i wejście na to miejsce osób młodych wiekiem umożliwia oficjalne zgłoszenie udziału w TSR. Spowodowało to spore komplikacje organizacyjne - najpierw załatwienie "przelicznika" regatowego. Na szczęście okazało się, że jacht którym mieliśmy płynąć - s/y "Gust" startował w regatach Cutty Sark w roku 1976. Z tego czasu w archiwum STA zachowały się jego dane regatowe. Potem kompletowanie wyposażenia wg wymagań organizatora. Dostajemy oficjalne zaproszenie z St. Petersburga, co pozwala załatwić wizy. Rosjanie mają gest i dostajemy je bezpłatnie i sprawnie. Jacht odbieramy w Szczecinie, a start do regat jest w Gdyni. Zaprzyjaźniony MKM "Szkwał" właśnie wtedy organizuje rejs na trasie Szczecin - Gdynia więc z pomocą ich załogi przeprowadzam jacht do Gdyni. Po drodze zahaczamy o Bornholm i Christianso. Na przemian silny wiatr i flauta i częste, gęste mgły jak w październiku, a mamy lipiec! W Gdyni stoimy 4 dni, bawiąc sie na ile sił starczy. W końcu robiona prawie w biegu wymiana załogi i wychodzimy na paradę, a później na start do regat. W Paradę Żaglowców wkrada się niezłe zamieszanie, w końcu...zostaje przerwana. Piłujemy na silniku na linię startu, którą przekraczamy spóźnieni o parę minut. Silnik stop....JEDZIEMY! Pierwsze 2 doby mamy fajną "jazdę", ale potem zaczynają się "schody" z pogodą. Wiatr siada, jednocześnie odbieramy ostrzeżenie sztormowe. Ma wiać ze wschodu. Jesteśmy już na Zatoce Fińskiej, a więc prosto "w pysk". Kiedy rozmyślam nad dalszą taktyką okazuje się, że próba uruchomienia silnika (dla podładowania akumulatorów) nie daje rezultatu. Powód: bateria rozruchowa też jest pusta...Kombinacje z resztą akumulatorów pozwalają "odpalić " silnik, ale baterie nie są ładowane. W tej sytuacji nie mamy wyboru. Zgłaszamy organizatorom wycofanie się z regat i wchodzimy do Tallina. Stoimy ponad dobę, ale nieoceniony Wojtek B. zdołał naprawić instalację. Możemy wychodzić. Wcześniej mrozi nas news, o awarii Pogorii. Mało wieści i mnóstwo domysłów. Wychodzimy i trochę na żaglach, a trochę na maszynie osiągamy St. Petersburg. Żegluga niesamowita - wody niby dużo, ale cały czas slalomem między płyciznami.. Wreszcie mijamy wyspę Kronsztadt i wrota ogromnej zapory mającej chronić miasto przed powodziami wywołanymi sztormami. Troskliwie prowadzeni przez radio pokonujemy ostatnie mile. Sprawna (naprawdę!!!) odprawa paszportowa i w chodzimy na Newę. NARESZCIE! Następne dni to głównie zwiedzanie miasta. Parę rzeczy organizatorzy załatwili bardzo fajnie. Na początek dostajemy w prezencie paliwo "na full" - na dodatek pytają czy nie chcemy więcej?! Za darmo muzea, transport miejski, wycieczki po mieście. Są też minusy. Na nadbrzeżu totalna prohibicja - trudno pojąć dlaczego...W Gdyni było jednak znacznie weselej...Kończy się impreza w St. Petersburgu i jednocześnie kończymy (zgodnie z planem) udział w Tall Ships Races 2009. Teraz już "tylko" długa i żmudna droga powrotna. Jednym rzutem i halsem, podpierając się często silnikiem, prawie cały czas we mgle, dochodzimy do portu Lehtma na wyspie Hiiumaa. Wejście trudne, bardzo tu płytko. Stoimy 1 dzień. Wypożyczonymi autami objeżdżamy wyspę. Zabytkowe latarnie morskie, bunkry z II wojny - jest tu co oglądać. Znowu we mgle opuszczamy wyspę i kierujemy się na Gotlandię. W dość niespokojnej pogodzie (i oczywiście wśród mgieł) osiągamy Visby. Najpierw stoimy 2 dni czekając, aż się wiatr "wygwiżdże". Potem jak najszybszy lot na południe, bo prognozy straszą kolejnymi sztormami. We flaucie, na silniku i - a jakże we mgle, osiągamy Bornholm. Ostrzeżenie przez naszego dyżurnego meteorologa Maćka S (prowadził nas, ostrzegał i pilnował przez cały rejs) wchodzimy alarmowo do Hammerhavn. U nas listek nie drgnie, a parę kilometrów dalej, nad południowym Bornholmem przewala się wściekła burza. Gdyby nie Maciek, mielibyśmy z nią, aż za bliskie spotkanie. Następnego dnia w miarę spokojnie zmierzamy do Świnoujścia. Bałtyk żegna nas gestem - kolejna burza atakuje nas deszczem i wiatrem 10 B. Na szczęście tylko parę minut i na gładkiej wodzie, bo do "Wiatraka" dosłownie pół mili. Ostatni klar i wreszcie piwo w tawernie w Świnoujściu. Trochę żal - jak zawsze - ale i ulga. Nie był to łatwy rejs...

Janusz Garduła



Rejs "Gedanią" (Stary Port)

S/Y „Gedania"

21-28.03.2009

Benalmadena (Malaga)-Ceuta-Gibraltar-Benalmadena

Pomysł rejsu narodził się jesienią przy stoliku w „Starym Porcie", na zasadzie „popłyńmy gdzieś...". Szybkie sprawdzenie czy jest dość chętnych, mail do STAP-u - dają nam łódkę w fajnym terminie, więc płyniemy. Rezerwacja biletów samolotowych w „Norwegian Air" idzie wyjątkowo sprawnie, potem zostaje tylko czekanie.

Nareszcie- wynajęty mikrobus (parę szklaneczek whisky), Okęcie (parę szklaneczek whisky), samolot (parę szklaneczek whisky)- nikt już nie boi się latać samolotem. Potem tylko taxi i... JEST. Maszty górują nad mariną. Następnego dnia wieczorem- po zwiedzaniu Malagi- wychodzimy do Ceuty. Wieje 6B, więc załoga składa w dużej liczbie hołd Neptunowi, a ja zachwycam się moim kapitańskim salonikiem. Jach pokazuje co potrafi, o świcie redukujemy żagle, żeby nie być w porcie zbyt wcześnie. Cumujemy do stacji benzynowej- jedyne miejsce w marinie gdzie jest dość głęboko. Następnego dnia wynajęty mikrobus wiezie nas na zwiedzanie Maroka. Warto- zobaczyć z bliska arabską medinę- to jest coś. Wracamy obładowani pamiątkami, w tym wspaniałym dywanem (cena wyjściowa 1000EUR, cena zakupu 160EUR). Następnego dnia krótki przelot do Gibraltaru. Robi się bardzo niefajnie- w porcie uderzenia wiatrów spadowych ponad 40 kn, a wszystkie mariny odmawiają gościny- brak miejsca. Za radą bosmana płyniemy kilkanaście mil dalej do portu milionerów- Sotogrande- gdzie cumujemy bez problemów, a załoga jedzie autobusem zwiedzać „The Rock", czyli Gibraltar. Wracają syci wrażeń i obładowani wolnocłowymi zakupami. Najwięcej opowiadań jak zwykle o małpach.

Pozostaje nam już tylko spokojny, silnikowy przelot do Benalmadena.
Parę siwych włosów więcej na mojej głowie po parkowaniu tyłem bez steru strumieniowego (właśnie nawalił) i koniec.
Żegnaj Gedanio. Było fajnie, więc pewnie wrócimy.

Janusz Garduła



KRAKOWSKI REJS ROKU


"Od zawsze" istniało powiedzenie że w Polsce są dwa prawdziwe porty żeglarskie-Gdynia i Kraków.To wyraz uznania dla licznego i bardzo prężnego krakowskiego środowiska żeglarskiego.Potwierdzeniem tego jest wspólny projekt Krakowskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego i Tawerny"Stary Port"przyznawania dorocznej nagrody za najbardziej ambitny rejs zrealizowany przez żeglarzy z Małopolski.Nagroda tradycyjnie wręczana jest w czasie festiwalu"SHANTIES'w Krakowie. Za patrona nagrody wybrano zasłużonego,choć dzisiaj nieco zapomnianego Krakowianina-admirała floty austro-węgierskiej Juliusza Rippera.Warto nadmienić,że swą karierę adm.Ripper rozpoczął dowodząc żaglową korwetą wojenną.W kolejnych latach nagrody otrzymali:
2003-Bartek Tajchman za rejs na Orkady i przepłynięcie Pentland Firth,
2004-Witek"rekin"Wajda i Shark Team za rejs dookoła Islandii,
2005-nagrody nie przyznano,wyróżnienie dla Sławka Wójtowicza za wzorowe dowodzenie jachtem w krytycznej sytuacji,
2006-Paweł Dąbrowski za rejs Norwegia-Islandia-Szkocja,

2007-przyznano dwie równorzędne nagrody: Paweł Dąbrowski za opłynięcie Islandii Wojtek"Miętus"Miętka za opłynięcie Islandii.
2008 - Zbigniew Jałocha za rejs na Antarktydę na "NashaChata". Przyznano także wyróżnienie dla KYC za rejs na "Jagiellonii"

Do kolejnej nagrody zgłaszać można rejsy które zakończyły się w 2009r.

Zgłoszenia przyjmują:Krakowski Okręgowy Związek Żeglarski i Tawerna "Stary Port" w Krakowie.

 



"Zawisza Czarny" - rejs z niepełnosprawnymi (Stary Port)

s/y ZAWISZA CZARNY
6 - 12 X 2003
GDYNIA - VISBY - LIEPAJA - GDYNIA

 

Załoga (ze Starego Portu):

Janusz Garduła
Wilhelm Oki Okarmus
Bartłomiej Tajchman
Robert Wierzbicki
Wlasnie wrociliśmy z morza - z pokladu "Zawiszy Czarnego", gdzie mieliśmy zaszczyt byc oficerami, pod kapitanem Wojtkiem "Garbatym" Plewnia. Przezycie nie lada - 36 metrow pokladu jednak robi swoje.. ale ja nie o tym :) Zaloga w polowie skladala sie z niepelnosprawnych - ludzi z zespolem Downa. Byl to rejs integracyjnej druzyny harcerskiej Nieprzetartego Szlaku z Trojmiasta, pracujacy z "misiami" wlasnie.

 

Bardzo sie balem tego rejsu - nie mialem z takimi ludzmi wczesniej wiekszego kontaktu. Na poczatku mieszane uczucia - czlowiek na codzien nie majacy styku z ulomnosciami psychicznymi boi sie ich i nie wie za bardzo jak sie w stosunku do niepelnosprawnych zachowac. Szczegolnie kiedy podczas kilku pierwszych godzin rejsu i co za tym idzie rozkolysu "rozkladowi" ulega wiekszosc "zdrowej" czesci zalogi :) Ciezko takiego zaloganta "pogonic" do lin, albo glosno krzyknac na niego z jakims rozkazem... Tylko cierpliwosc i spokojne polecenia, co w warunkach morskich, szczegolnie pazdziernikowych "wypasionych trojek", przychodzilo mi na poczatku z trudem... Opieka podczas posilkow, podwojna, jezeli nie potrojna uwaga nad tym, co taki zalogant robi, gdzie jest, czy jest prawidlowo wpiety, czy jest cieplo ubrany dodatkowo dodaje dodatkowo pracy do normalnych czynnosci oficera wachtowegoDla nich zawsze nalezalo miec czas, odpowiadac na ich kazde pytanie i za kazdym razem wysluchac ich historii, jakakolwiek ona by nie byla. Ogromna szkola tolerancji, wlasnego opanowania i spokoju. Z jednej strony wieksza niz zwykle robota, z drugiej - radosc na twarzach przejetych wachta "misiach", ich niesamowite zaangazowanie w najprostsze nawet roboty pokladowe, fascynacja samodzielnym sterowaniem kilkusettonowym szkunerem, duma z pelnienia wachty trapowej - dla takich momentow warto bylo to wszystko robic.

 

Pelen podziw dla Marka Kaczanowskiego, druzynowego, za organizacje tego rejsu - ja plynalem z nimi raptem tydzien, a Jego druzyna pracuje z "misiami" juz prawie dziesiec lat... Pelen szacunek. Okazuje sie ze osoba z zespolem Downa moze zupelnie sprawnie, a moze nawet czasem i sprawniej niz wielu "zdrowych" pelnic obowiazki zaloganta, w co poczatkowo nie moglem uwierzyc. A praca z nimi to ogromna szkola tolerancji i nabrania dystansu do samego siebie, szkoda ze rejs sie skonczyl w zasadzie w momencie, gdy zaczelismy na dobra sprawe dopiero ich poznawac i orientowac sie kim sa...

 

Jesteśmy bardzo, bardzo z rejsu zadowoleni, zobaczyliśmy, ze oprocz planowania dalekich rejsow, mozna zrobic cos rownie dobrego na wlasnym "podworku". Jezeli tylko bedziecie mieli okazje poplynac z niepelnosprawnymi, niezaleznie od ich ulomnosci - zrobcie to - im tez sie cos od zycia nalezy, na pokladzie sa rownie przydatni jak kazdy, a zadowolenie na twarzy takiego zaloganta rekompensuje wszystkie trudnosci. Ja w kazdym razie planuje w przyszlym roku, jezeli tylko bedzie sie dalo, znowu tak pozeglowac...

 

Opis pochodzi z wiadomości wrzuconych na pl.rec.zeglarstwo kilka dni po rejsie © by Bart27 & Co. :).



"Rzeszowiakiem" na Orkady i do Szkocji (Bartek Tajchman)

s/y RZESZOWIAK
31 V - 28 VI 2003