Tawerna STARY PORT
Tawerna STARY PORT

"Rzeszowiakiem" na Orkady i do Szkocji (Bartek Tajchman)

s/y RZESZOWIAK
31 V - 28 VI 2003

ŚWINOUJŚCIE - HÖLLVIKEN - SKAGEN - GRIMSTAD - STAVANGER - LYSEBOTN -
FORSAND - KIRKWALL - WICK - [PENTLAND FIRTH] - SCRABSTER - STROMNESS -
STORNOWAY - KYLE OF LOCHALSH - TOBERMORY - [CRINAN CANAL] - ARDRISHAIG
- GLASGOW

  Załoga:

Damian Bock
Barbara Kinia Czachowska
Stephen Green
Tadeusz Szczepan Kopeć
Iwona Max Maksymowicz
Kasia Peroń
Maciej Sobolewski
Bartłomiej Tajchman
Piotr Gonzo Władyka
Kuba Zaborowski
Piotr Zakrzu Zakrzewski
Michał Maślak Zawadzki

 

 

Przejscie ze Swinoujscia do Skagen - bez problemu, w warunkach bajkowych -
SE 5-6, kto sie mial pozygac, ten sie pozygal (pozdrowienia dla Prezesa :)
Po drodze nie wzielismy pod uwage tylko, ze Hollviken (przy
Falsterbokanalen) nie jest portem wjazdowym do Szwecji (uklad z Schengen) i
sprawilismy tym troche klopotow Jakze Uprzejmemu Panowi Pogranicznikowi. W
Skagen zaprzyjaznilismy sie nieco z dwoma lekko juz zdresionymi Norwegami,
ktorzy zaskoczyli nas - zupelnie przez nas nie proszeni podarowali nam
komplet dokladnych map norweskiego wybrzeza - od Oslo do Stavanger.
Zrewanzowalismy sie polskim piwem, na co oni zrewanzowali sie jeszcze dwoma
locjami, na co zrewanzowalismy sie jeszcze wieksza iloscia piwa, na co oni
zrewanzowali sie piwem rowniez, na co my dalismy im naszego Kulinskiego, na
co oni... na co my.. ech, wieczor byl taki no... towarzyski - nie
wiedzialem, ze norweskie piosenki sa tak ladne, no i nie wiedzialem ze umiem
dosc plynnie po norwesku ;)) No i dobrze, ze sie wreszcie skonczyl, bo
inaczej obdarowalibysmy sie w koncu swomi jachtami :)

Po Skagen juz bajkowosc wietrzna jakby sie nieco skonczyla - W 4-6 i
perspektywa orania Skagerraku pod wiatr co najmniej do planowanego
Kristiansand. Ale majac tak dokladne 'oblozenie' mapami Norwegii mozna bylo
nieco sie pohalsowac a potem jechac na zasadzie - "gdzie trafimy w Norwegie,
tam sie zatrzymamy". Po trafieniu do portu poszlismy na stacje kolejowa i
okazalo sie, ze jestesmy w Grimstad :) Potem przejscie, jak tylko mozna
bylo, szkierami do Stavanger, tam zaczepienie sie na pare godzin. Krotka
narada sztabowa - na Polnocnym idzie sztorm (ten sam, co poturbowal Jaska i
dal w kosc Lukaszowi) - co robimy? - czekamy w Stavanger, czy idziemy do
Lysefjordu? - wybralismy Lysefjord. Lecielismy na sam koniec fiordu w tempie
iscie wariackim - przed czolem czaaaarnej chmury, w szkwalach bylo 8-9.
Praktycznie nie bylo odwrotu - nalezalo tylko wierzyc, ze na koncu fiordu
naprawde jest przystan Lysebotn :) Do teraz nie wiem, czy bylo to madre, ale
z drugiej strony nie bylo juz sie po drodze gdzie zatrzymac. A perspektywa
kotwiczenia na 400 m glebokosci jakos nie pociagala :) Niemniej jednak do
Lysebotn dojechalismy i udalo sie nawet jakos sie zacumowac. No i spotkac
"Bolinskiego" z Trzebiezy :) Zdecydowana wiekszosc z nas pierwszy raz
ogladala fiord, wrazenie bylo przeogromne, 1100 m skaly nad nami, 450 m
glebokosci pod, wodospady, do ktorych mozna doplynac i dotknac ich reka.. No
piekne. I caly nastepny dzien Grupa Gorska zdobywala Kjeragbolten - kamulec
zaklinowany miedzy skalami prawie 1000 m nad woda, na ktory mozna wejsc..
Raczej ciezka wycieczka, ale chyba nie zaluja :)

A potem juz jazda na zachod. Tam musiala byc jakas cywilizacja :) Czyli na
Orkady. Do Kirkwall. Prawie caly czas na dieselgrocie - wialo W 2-3, albo
nic. Chwile ciszy od silnika byly zbawieniem :) Ale jakos dojechalismy.
Kirkwall jak Kirkwall nic nowego :) Stolica Orkadow, ktora wygladala tak,
jak Polnocna Szkocja powinna wygladac - szaro, wietrznie i deszczowo. Ale
uroczo :) I spotkanie z synem Zawadzkiego, o ktorym pisal s.p. Dariusz
Bogucki. Zmiana jednego zaloganta, dookretowanie nastepnego, no i
przygotowania do Pentlandu - mielismy szanse jedyna w swoim rodzaju -
poltoradniowe okienko z niezbyt silnymi wiatrami SSE. Wiec z pradami
plywowymi skok do Wick (przy okazji nocne spotkanie ze statkiem, ktory
koniecznie chcial nas zepchnac na Pentland Skerries). Tam ostatecznie
przygotowania do przejscia Pentland - ostatni rzut oka do locji (ktora
rozdzial o tym rejonie zaczynala budujacym zdaniem "Polnocna Szkocja nie
jest miejscem dla zeglarzy lekliwego serca i niedoswiadczonych" :)) No to
wyrzucilismy lekliwosc z serc naszych i oporzadzilismy sie - jak umierac to
dobrze ubranym :) - koszule, krawaty, czyste spodnie, a co, niech Pentland
wie, ze podchodzimy z nalezytym szacunkiem :) Samo przejscie emocjonujace,
ale bezpieczne. Nalezalo trafic w poltoragodzinne okienko w fazie plywu,
traf chcial, ze syzygijnego. I udalo sie. Woda robila dziwne, tajemnicze i
urzekajace reczy, takich wirow, skotlowan, i sfalowan jak na Duncasby Race i
przy Dunnet Head nie widzialem jeszcze nigdy. Podczas podchodzenia do
najgrozniejszej przeszkody - pasa przybojow Merry Men of Mey na poklad
wyszedl Stephen - rodowity Szkot z Glasgowa z dudami i zaczal grac.
Prawdopodobnie jest pierwszym dudziarzem grajacym na jachie pod zaglami
podczas przechodzenia Pentland :) A juz na pewno pierwszym na polskim
jachcie :) No i Merry Men of Mey zniklo, po prostu zniklo, dajac nam wolne
przejscie i pojawiajac sie znowu dopiero jakies 15-20 minut po naszym
przeplynieciu tego miejsca :)

Po Pentland szybki myk do Scrabster, zeby sie chwycic czegos i nie dac sie
wyrzucic przez ciesnine z przeciwnym pradem. A z nastepnym cyklem plywow do
Stromness, znowu na Orkady. I tu ugrzezlismy na amen :) Po pierwsze wiatr -
dokladnie W o sile 7-9 uniemozliwiajace przejscie przez Hoy Mouth (wrota
Stromness na otwarte morze), co najmniej 4-metrowa fala stanowila naprawde
duzy problem dla daleko wiekszych statkow. A po drugie - ludzie. Tylko i az
ludzie. Nie spotkalem jeszcze NIGDY I NIGDZIE, w zadnym innym porcie, tak
przyjacielskich i otwartych ludzi jak na Orkadach. Ludzi wiedzacych o Polsce
i szanujacych Polakow. Zreszta nie tylko Polakow, ludzi jako takich. Gdzie
kazdy ma czas na rozmowe, nikt sie nie spieszy i mozna liczyc na
bezinteresowna pomoc i przyjazn. No, dosc o ludziach - dla zainteresowanych
archeologia i historia duuuzo ciekawostek do ogladania, wlacznie z zamkami,
kamiennymi kregami i neolityczna osada Skara Brae. Gdy pogoda jako-tako sie
uspokoila - skok na Lewis, do Stornoway. Traf chcial, ze w niedziele. Miasto
wymarle, wszystko (wlacznie z toaletami) zamkniete, bo przeciez SUNDAY.
Jednakze jakis-tam niewielki pub otwarty w niedziele sie znalazl hy hy :) I
krotka (50km) wycieczka rowerowa po okolicy.

No i jazda do Glasgow - przez Skye (Kyle of Lochalsh i zamek Eilean Donnan),
Mull (atak pontonowy na Tobermory i pub Mishnish :) do Crinan Canal. Jazda
wsrod pieknych okolic, ale wymagajaca skupienia, prady w Kyle Rhea oraz w
cieszacym sie bardzo zla slawa Corryvreckan bylo no dosc jakby silne, a woda
dawala nam niezle przedstawienia. Aby zdazyc na czas do Glasgow
postanowilismy "sciac" polwysep Kintyre kanalem Crinan. Sakramencko drogie
(117 funtow za Rzeszowiaka), ale przepiekne. 9-milowy kanal z 15 sluzami i 7
mostami. Za wyjatkiem sluz morskich kazda byla obslugiwana calkowicie
samoobslugowo :) A potem juz jazda wprost do Glasgow, a w zasadzie mariny
jachtowej przy Glasgow - Inverkip.

Slowko o jachcie - Rzeszowiak to dzielny statek, ktory nie boi sie daleko
plywac. Slusznie wyposazony i widac, ze dobrze utrzymany. Jego instalacje sa
dosc skomplikowane i wymagaja pewnej wiedzy w obsludze, ale to konieczne. Ma
duza autonomie (540 l wody i ponad 300 paliwa). Z czystym sumieniem moge go
polecic kazdemu na plywanie. Tylko daaaleeeeko :)

Zaloga. Spisala sie na 150% Udalo nam sie nie zjesc wzajemnie mieszkajac na
13 metrach caly miesiac. Nie bylo zadnych wiekszych spiec, o co w takim
plywaniu nietrudno. I jakos tak wyszlo, ze kazdy byl na swoim miejscu -
Damian jako chief, Maciek jako I, Kasia jako II.... i tak dalej. Dzielni
byli i nieustraszeni :) Dziekuje Wam, bo to nie byl MOJ rejs, ale NASZ rejs,
ja Was na niego zapraszalem, zebysmy razem poplyneli. I udalo sie :)

I tyle. Bardziej w skrocie nie udalo mi sie opisac miesiecznego rejsu. Mialo
byc w kilku zdaniach, a wyszlo jak wyszlo. Ale nie chce juz ciac :)

Opis pochodzi z wiadomości wrzuconych na pl.rec.zeglarstwo kilka dni po rejsie © by Bart27 & Co. :).

 

Załoga uczestnicząca w rejsie zdobyła nagrodę
KRAKOWSKI REJS ROKU 2003

Dłuższy opis rejsu:
http://www.bart.merigold.krakow.pl/rzesz.html